piątek, 20 sierpnia 2010

Lody kawowe

Oj, coś mi nieregularnie to pisanie idzie ostatnio. A przyczyny są niezwykle prozaiczne - po pierwsze deszcz. Kiedy pada, chodzę niczym śnięta ryba. Robię tylko to, co muszę. Ewentualnie czytam. I czasem coś ugotuję. Wszystko ponadto jest nieuzasadnionym wysiłkiem. Nic na to nie poradzę. A woda leje się u nas z nieba ostatnio bardzo często. Wczoraj, i dziś rano, mieliśmy troszkę słońca. Teraz znów zachmurzone, wiatr zimny i nieprzyjemny... Ja pytam - gdzie jest lato?! Przecież dopiero sierpień... Miałam nadzieję, że uda mi się jeszcze pospacerować w krótkich spodenkach i bez skarpetek, powygrzewać na słońcu, pojechać nad morze i chociażby stopy wymoczyć w słonej wodzie... Oczywiście nadzieję mam cały czas, ale ta bardziej realistyczna strona mojej natury wyśmiewa ją bez krzty wstydu i zażenowania. 

W związku z wczorajszym uśmiechem Pogody chciałam wrzucić przepis, ale... Mój komputer tym razem odmówił posłuszeństwa. Odpukać, ale dzieje się z nim coś niedobrego... Ma co prawda trzy lata, poprzedni właściciel czasem nie traktował go dobrze, i chyba to wszystko daje o sobie znać... Rozważamy z D. kupienie nowego laptopa - i wiem, że być nie może niedługo stanie się to koniecznością, ale tak mi smutno jakoś... Niemalże codziennie się dla mnie otwiera, pozwala dotykać swojej klawiatury, daje obejrzeć tyle niesamowitych rzeczy... I tak, wiem, że nowy też to będzie potrafił. I pewnie będzie lepszy - bo szybszy, bo nowocześniejszy,  bo z bajerami... Cóż, przywiązałam się do mojego laptopka. Mam nadzieję, że jednak wyzdrowieje.

Ponieważ aktualnie siedzę sama z Tinowatą w pokoju, schodząc co jakiś czas do kuchni po kawałek ciasta ze śliwkami, które upiekła Adzia, nikt mnie nie dekoncentruje, nic nie przeszkadza - piszę. O lodowym wspomnieniu. Takim, na myśl o którym ślinka cieknie. Bo lody wyszły wyjątkowo dobre. Tu muszę zaznaczyć, że zdjęcie nie oddaje ich charakteru, gdyż jest to resztka, którą wyżerałam prosto z pudełka. Ale przysięgam - te lody są boskie! Lekko ciągnące za sprawą sporej ilości likieru, nie twardnieją na kamień i kilka minut po wyjęciu z zamrażarki nadają się do konsumpcji - co, w razie gwałtownej potrzeby, jest niezwykle istotne. Mocno kawowe, nieco alkoholowe, jednym słowem - rewelacyjne. Polecam, nawet na deszcz.

Do przygotowania tych lodów natchnął mnie przepis z Brulionu z przepisami.



Składniki:
(na l  lodów)
  • 1 puszka (530 g) mleka skondensowanego słodzonego
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
  • 150 ml mleka
  • 4 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
  • 50 ml likieru kawowego
  • 1/2 łyżeczki kardamonu

Mleko lekko podgrzać, rozpuścić w nim kawę. Mleko skondensowane, kremówkę i likier zmiksować. Wlać mleko z kawą, wsypać kardamon i miksować do dokładnego połaczenia składników.

Włożyć do zamrażalnika. Co godzinę wyjmować i mieszać, aby rozbić powstające kryształki lodu, dopóki lody zupełnie nie stwardnieją.

Wyjąć z zamrażarki około 10-15 minut przed podaniem.

Smacznego!

Przepis oczywiście dorzucam do Akcji Lodowej:

4 komentarze:

  1. och, nie martw się. pogoda rzeczywiście płata nam niezłe figle ostatnimi czasy. w moim mieście też kratka - deszcz, słońce, deszcz i deszcz. serce się kraje, kiedy patrząc w kalendarz, widzisz wakacyjną datę, a za oknem? jesień.
    osobiście uwielbiam jesień. nawet tę deszczową. skaczę wtedy w kałuże, moczę nogawki, bawię się parasolem. ale także narzekam na zły humor. wtedy wskakuję do kuchni i odreagowuję.
    wspaniałe lody, takie kremowe. konsystencja bardzo atrakcyjna. pyszne ;]

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. ja nawet mimo deszczu lodami nie pogardzę :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. cudowne są zimne kawowe słodkości..

    OdpowiedzUsuń na zawsze

Dziękuję za wizytę :)